sobota, 21 lipca 2012

pikkupullat


Przerwa w dostawie wpisów spowodowana była:
- brakiem umiejętności pisania ładnie oraz z sensem
- wyczerpanym limitem internetu akurat wtedy, kiedy chciałam coś napisać
- ogólnym rozchwianiem emocjonalnym („jestem beznadziejna, chcę frytki i spać”)

Gdy Żona wyjechała do Niemiec grać koncerty i zarabiać miliony, ja w towarzystwie dworcowych i pociągowych dźwięków wuwuzel, trąbek, pisków i krzyków, po j a k ż e s z y b k o płynących 6 godzinach podróży, znalazłam się w rodzinnym mieście na „T”. W czasie, kiedy nie oglądałam hurtowo 4 odcinków „Słodkiego biznesu” zajmowałam się gruntownymi porządkami dążąc do minimalizmu w kategorii „posiadane przedmioty”. No i właśnie w trakcie rzeczonych (2 kg ziemniaków :D - pozdro siostra, teraz zawsze słowo „rzeczonych” będzie mi się kojarzyło z 2 kg ziemniaków) porządków znalazłam fińskie gazetki FINFO. W niektórych były przepisy. A wśród nich na te oto małe kulki – drożdżówki.



Pikkupullat

0,5 l mleka roślinnego
50 g drożdży
zamiast jednego jajka mieszanka: łyżka proszku do pieczenia z 2 łyżkami wody
150 ml cukru
łyżeczka soli
łyżka kardamonu (u mnie świeżo zmielona laska cynamonu)
1 kg mąki
100-150 g margaryny roślinnej
glazura: 2 łyżki cukru rozpuszczone w 1 lub 2 łyżkach wody = gęsty syrop




Rozpuścić drożdże w letnim mleku. Dodać mieszankę wody z proszkiem do pieczenia (za pierwszym razem przygotowałam sobie tę mieszankę wcześniej, ale nie spodziewałam się, że to tak szybko rośnie i częściowo wyszło mi ze szklanki - dlatego polecam nie robić tego z wielkim wyprzedzeniem), cukier, sól i kardamon/cynamon. Stopniowo dodawać mąkę – najpierw gęstą masę mieszać łyżką, potem ugniatać ciasto ręcznie. Gdy już będzie gładkie i elastyczne, dodać rozmiękczoną margarynę i wyrabiać aż ciasto będzie odchodzić od rąk i miski. Przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu, aż nieco wyrośnie.
Wyrośnięte ciasto podsypujemy nieco mąką (jeśli jest taka potrzeba) i formujemy małe kuleczki. Układamy na papierze do pieczenia, smarujemy przygotowaną glazurą i posypujemy cukrem (najlepszy by był jakiś gruboziarnisty). Pieczemy około 10 minut w bardzo nagrzanym piekarniku (około 230 stopni).
Najlepiej, żeby drożdżówki stygły sobie spokojnie przykryte ściereczką.





Fińskie bułki są najlepsze na świecie bo są fińskie (to jest przecież zrozumiałe) oraz przepyszne. Można wykombinować z nich nie tylko kulki, ale też drożdżówki rodem ze sklepiku szkolnego, jeśli zechce nam się opatentować odpowiednie nadzienie :)



Tak. Brakuje mi „Słodkiego biznesu” w repertuarze mojego telewizora :D

3 komentarze:

  1. O ja ! to musi byc przepyszne :) Tylko szkoda ,że po drozdzach mnie strasznie brzuch boli i nie moge ich spozywac :(

    OdpowiedzUsuń
  2. super bułeczki, uwielbiam wszystko co oparte na drożdżach :)
    Dodaje się do obserwatorów i w wolnej chwili zapraszam do mnie :) :
    bakememuffin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiem, czy kiedyś sie nauczę robic takie pyszności...

    OdpowiedzUsuń