środa, 11 stycznia 2012

Carrefour, poważnie?

Dzięki Carrefourowi miałam owocne (a właściwie warzywne) początki freeganizmu. Pierwszą reakcją na kartkę z informacją, że od 1 stycznia sklep przestaje istnieć było "No jak? Gdzie ja teraz znajdę tak fajny kontener? Nie, no nie. No jak?!". Parę dni później widziałyśmy jak do tira pakowane jest wiele palet, pozostałych w nieczynnym już sklepie, produktów. "Hm, no to nie będzie nic w śmietniku. Trudno. Ale to przecież dobrze, że nie wyrzucają tylko zwracają."
W poniedziałek wracając z zakupów zatrzymałam swój rower przy owym kontenerze i widziałam na dnie kilka rozsypanych "Schoko-Bons". A przez okna jeszcze pełne produktów niektóre regały ("Żona! Musimy tam jeszcze chodzić! Jeszcze trochę rzeczy mogą wyrzucić").
Zanim jednak ponownie się zdenerwuję zrobię małą retrospekcje fotograficzną pod tytułem "ale to już było..." :D
1. 















2. 

3.

4.















5.















6.



















7.



















8.
















Tak to bywało. 8 paczek migdałów (w sklepie 13zł za paczkę, więc sami policzcie), 8 soków Cappy, mąki, cukry, makarony, basen :D, owoce i warzywa.
Nie rozumiem tego, że codziennie na śmietnikach sklepów i na płytach/stołach targowisk marnowane są tony dobrego jedzenia. Nie rozumiem i dlatego lubię freeganizm. Dlatego robię to co robię. I mimo, że na początku czułam pewne skrępowanie to nawet polubiłam już wisieć na kontenerze ze sterczącymi nogami. Nadal jednak nie rozumiem tych chorych procedur, które doprowadzają do takich sytuacji.
Jeszcze bardziej jednak nie rozumiem czym kierują się ludzie z NIEISTNIEJĄCEGO już sklepu, którzy zrobili to, czego efektów dziś byłyśmy z Żoną świadkami. Jestem wręcz zbulwersowana faktem, że zamiast wyrzucić to co mieli do wyrzucenia (a trzeba przyznać, że mało tego nie było) (należy również zaznaczyć, że cały czas uważam ten proceder za co najmniej głupi). No więc, zamiast wyrzucić to co mieli do wyrzucenia i pozostawić to na pastwę MPO, procesów gnilnych, tajemniczych zniknięć czy po prostu freegan (nie mówiąc już o bezdomnych i głodnych) - pootwierali wszystkie paczki i porozsypywali ich zawartość. Przy okazji chcieli jednak pokazać ewentualnym odbiorcom ich bezsensownego wyczynu, że jednak mają mózgi i odrobinę empatii rozsypując na trawie obok sklepu, za kontenerem: ciastka, płatki śniadaniowe i pokruszony chleb. Dla ptaków zapewne. Już widzę te ptaki, które ze smakiem zajadają ciastka z orzechami i czekoladowe płatki śniadaniowe. Pewnie już zbierają ekipę i szykują łyżki i miski. Obok leżały również rozsypane Pedigree DentaStix. Dla osiedlowych piesków? Każdy właściciel pewnie by się cieszył z takich niespodzianek, które ich pies wygrzebałby z trawy. Rzeczywiście.
Mówiłam już, że jestem zbulwersowana? Jestem. Cholernie. Jak miałam nie być uderzona ogromem głupoty ludzi, którzy już nic na tym przecież nie stracą, jeśli ktoś skorzysta z tego co wyrzucili (z niedziałającego sklepu!)? A co wyrzucili? Widziałam bezczelnie rozdarte w połowie przyprawy, kotlety sojowe (!) wysypane z pudełka, chrupki kukurydziane wysypane z folii, pieczywo WASA nie dość, że wysypane z pudełka to jeszcze z rozerwaną folią, pudełka po perfumach (które pewnie gdzieś się po dnie błąkały, albo - co wynika z obserwacji - wylane do połowy), to samo z pastą do zębów, butelką pepsi (wypitą/wylaną) do połowy, rozsypane po całym, syfiastym kontenerze wafle ryżowe. I tak dalej...
Bardzo chętnie bym to wszystko uratowała. Może nie jestem aż tak dobrą freeganką, jednak nasiąkniętych i wybrudzonych błotem i syfem chrupek zbierać nie będę. Jestem jednak przekonana, że jeżeli natknie się na to jakiś głodny człowiek, to i tak to zje. Tym bardziej nie wiem o co chodziło tym ludziom i co chcieli osiągnąć. Jestem zbulwersowana i - nie bójmy się tego słowa, bo mimo, że oduczam się przeklinać, to pasuje tu idealnie - wkurwiona.

Udało nam się uratować tylko to:

(Tak. Pozbierałam z trawy Pedigree DentaStix i zaniosę je razem z innymi przygotowanymi rzeczami do schroniska. Tam i tak lepiej podobno zanosić otwarte i zaklejone lub przesypane do innego worka karmy - aby uniknąć ich odsprzedawania przez pracowników "schronisk")



Jak ktoś z Łodzi będzie potrzebował kilku plastikowych kubeczków to służę :)



Na koniec podzielę się fajnym ale starym artykułem na temat:
http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/artykul/freeganizm-smietnik-jak-sklep-53733.html

9 komentarzy:

  1. freeganizm to dobry sposób na życie, znajdziecie nową miejscówkę, ale szkoda, że tak sobie poczynają z tym miejscem...u nas jest zamykanie kontenerów drutem itp. bezsensowne akcje.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tam i tak lepiej podobno zanosić otwarte i zaklejone lub przesypane do innego worka karmy - aby uniknąć ich odsprzedawania przez pracowników "schronisk""

    Bardzo dobrze, zawsze to mówię.

    A co do tego marnotrawstwa to brak słów. To jest kurewstwo. Jeśli nie chcieli zostawić tego freeganom to mogli zanieść do pierwszej lepszej jadłodajni dla bezdomnych. Ale polityka jest taka, że nie można dać tego ludziom, bo przestaną kupować, tak tłumaczył mi kolega pracujący w markecie. A potem palety dobrego żarcia jadą na śmietnik. No kurwa ciekawe, dlaczego w Berlinie markety wożą tony żarcia na podmiejskie skłoty, wiem, byłam, widziałam. I jakoś ludzie nadal kupują.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogą ot tak dać jedzenia, wyrzuconego do śmietnika ludziom, gdyż musieliby zapłacić podatek od darowizny. wolą więc to wyrzucić, bo bardziej im się to opłaca. to jest dopiero kurewstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @anonimowy: nie chodzi o rozdawanie jedzenia przez, dajmy na to, pracowników sklepu, bo na to rzeczywiście są jakieś obostrzenia prawne. Ale niszczenie dobrej żywności przed wrzuceniem jej do kontenera to czyste chamstwo. Podobnie działają sieciowe sklepy odzieżowe: to co się nie sprzeda i jest już "niemodne" trafia nie do potrzebujących, tylko na śmietnik, ale uprzednio jest pieczołowicie niszczone, cięte, darte i oblewane farbą.

      Usuń
  4. Państwo nie pomaga - prawo obciąża podatkami charytatywność i dobroć - to jakiś obłęd wg mnie...
    Ja bym chciała kiedyś spróbować freeganizmu, jednak zwyczajnie nie mam gdzie. U mnie przy najbliższych sklepach zwyczajnie nie ma takich kontenerów (poza P&P, gdzie są, ogrodzone siatką...), przynajmniej nigdy nie widziałam (a szwędałam się w okolicy nie raz).

    Pozdrawiam, Cottie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej
    Myślę od dawna o freeganizmie... I oto znalazłam łódzkiego bloga:) Jakieś miejscówki tutaj polecasz na pierwszą wyprawę? Mieszkam od niedawna
    pozdrawiam, Julia

    OdpowiedzUsuń
  6. Carrefour, ale umarł. A w okresie wiosenno-letnio-jesiennym polecam wszelkie targowiska (jak handlarze się zwijają to zostawiają mnóstwo dobrego jedzenia). Jeśli chodzi o sklepy, to zależy gdzie się dokładnie mieszka, trzeba szukać i mieć też trochę szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz widzę co to właściwie jest ten freeganizm i łał! tak się zapaliłam, że jestem gotowa pod pierwszy lepszy market lecieć :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kite Kat, poważnie? Czemu karmisz kota takim świństwem :c Zawsze sądziłam, że ludzie świadomi swojej diety są też świadomi, że zwierzęta też powinno się dobrze karmić.

    OdpowiedzUsuń